W 1973 r. Komisja Turystyki Górskiej ZG PTTK nadała mu imię Mieczysława Orłowicza w uznaniu za jego zasługi dla turystyki i krajoznawstwa.
Mając do dyspozycji 2 dni, wymyśliliśmy sobie, że pierwszy dzień zagospodarujemy na przyjazd do Świeradowa. Spacer po uzdrowisku i wejście na Stóg Izerski, na którym zostaniemy i dla podkręcenia atrakcji przenocujemy w schronisku.
Pogoda była wymarzona, plecaki spakowane a my pełni werwy rozpoczynamy wędrówkę :)
Świeradów Zdrój - przygotowanie ekwipunku. Początek szlaku
ostatnie dopakowanie i poprawienie paru pasków
Docieramy do fontanny tuż przed parkiem zdrojowym. Plujące wodą żabki są pięknie wypolerowane przez ciekawskie rączki. My pogłaskaliśmy żabkę "bogactwa". Pierwszą do której podeszliśmy. Oby się spełniło :)
Tuż koło sztucznej groty przy dolnym tarasie, przed domem zdrojowym znajduje się pamiątkowa tablica upamiętniająca szlak :) Zatrzymujemy się przy niej na sekundę i kierujemy się do Domu Zdrojowego skosztować wody.
Dom Zdrojowy został wybudowany w 1899r. Według informacji znalezionych w internecie powstał na fundamentach Domu Źródlanego, który uległ zniszczeniu podczas pożaru. Budynek robi wrażenie. Grając w szachy delektujemy się chwilą i podziwiamy ornamenty i witraże. Trafiamy akurat na przerwę obiadową, czekamy więc bo według informacji trwa tylko pół godzinki. Okazuje się, że bardzo dobrze robimy, bo w sekundę rozpętała się wielka ulewa z grzmotami. Na szczęście letnie burze mają to do siebie, że szybko się kończą. Kupujemy za 50 gr kubeczek wody i kierujemy się w dalszą drogę.
wejście do domu zdrojowego
cudne witraże - szkoda że nie mam lepszego aparatu
mały przerywnik- typowy dla uzdrowisk
Droga asfaltowa nie wzbudza u Syna Młodszego euforii. Bardzo go męczy, spowalnia i nie ma siły na nic. Gdy tylko się kończy i ścieżka prowadzi po drewnianych schodach humor mu wraca.
ten nieszczęsny asfalt...
i zdecydowanie ciekawsza leśna ścieżka
Naparstnica purpurowa
Góry Izerskie to gry mokre. Wiele jest tu torfowisk i mokradeł. Tak, tak przeczytałam i niby przyjęłam do wiadomości ale przecież jest środek lata i to bardzo ciepłego lata. Oj jaka byłam naiwna. Idąc szlakiem przecinającym drogę asfaltową wpadamy wszyscy w mokradła i moczymy buty. Dobrze, że jest ciepło ale mimo wszystko wędrowanie w mokrych butach to żadna przyjemność. Chłopaki marudzą. My śmiejemy się z własnej głupoty ale nie poddajemy się i idziemy dalej.
mniej więcej w tych okolicach wpadamy w podmokłe torfowiska
tak wygląda tego opłakany efekt :)
borówki lub jagody - jak kto woli
Błażej ma więcej animuszu i pędzi przed siebie, zostawiając nas w tyle. Po dłuższej chwili wreszcie się widzimy. Czekał na nas przy górnej stacji kolejki gondolowej. -"mamo wszyscy mnie pytali czy idę sam!!! a ja mówiłem, że rodzina została w tyle".
Teraz już prawie jesteśmy w domu- jeszcze tylko parę metrów i witamy schronisko.
Widok ze stacji górnej kolejki gondolowej
Schronisko "Na Stogu Izerskim"
Tu kończymy nasz pierwszy dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz