poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Ze Świeradowa Zdroju do Szklarskiej Poręby ( I etap)

Przejście Głównego Szlaku Sudeckiego można wykonać na różne sposoby. Wszystko zależy od inwencji i pomysłowości. Ważne żeby przejść go od kropki do kropki. My zaczynamy ze Świeradowa Zdroju i wędrować będziemy na wschód. GSS prowadzi od Świeradowa Zdroju do Prudnika przez całe Sudety.
W 1973 r. Komisja Turystyki Górskiej ZG PTTK nadała mu imię Mieczysława Orłowicza w uznaniu za jego zasługi dla turystyki i krajoznawstwa.
Mając do dyspozycji 2 dni, wymyśliliśmy sobie, że pierwszy dzień zagospodarujemy na przyjazd do Świeradowa. Spacer po uzdrowisku i wejście na Stóg Izerski, na którym zostaniemy i dla podkręcenia atrakcji przenocujemy w schronisku.
Pogoda była wymarzona, plecaki spakowane a my pełni werwy rozpoczynamy wędrówkę :)

 Świeradów Zdrój - przygotowanie ekwipunku. Początek szlaku


ostatnie dopakowanie i poprawienie paru pasków


Docieramy do fontanny tuż przed parkiem zdrojowym. Plujące wodą żabki są pięknie wypolerowane przez ciekawskie rączki. My pogłaskaliśmy żabkę "bogactwa". Pierwszą do której podeszliśmy. Oby się spełniło :)

Tuż koło sztucznej groty przy dolnym tarasie, przed domem zdrojowym znajduje się pamiątkowa tablica upamiętniająca szlak :) Zatrzymujemy się przy niej na sekundę i kierujemy się do Domu Zdrojowego skosztować wody.

Dom Zdrojowy został wybudowany w 1899r. Według informacji znalezionych w internecie powstał na fundamentach Domu Źródlanego, który uległ zniszczeniu podczas pożaru. Budynek robi wrażenie. Grając w szachy delektujemy się chwilą i podziwiamy ornamenty i witraże. Trafiamy akurat na przerwę obiadową, czekamy więc bo według informacji trwa tylko pół godzinki. Okazuje się, że bardzo dobrze robimy, bo w sekundę rozpętała się wielka ulewa z grzmotami. Na szczęście letnie burze mają to do siebie, że szybko się kończą. Kupujemy za 50 gr kubeczek wody i kierujemy się w dalszą drogę.
wejście do domu zdrojowego


cudne witraże  - szkoda że nie mam lepszego aparatu






mały przerywnik- typowy dla uzdrowisk

Po skosztowaniu wody zdrojowej, rozegraniu krótkiej partyjki szachów i zakupieniu widokówek wróciliśmy na szlak. Mijając po drodze kolejną fontannę wchodzimy na drogę asfaltową a następnie pniemy się do góry mając na celu schronisko "na Stogu Izerskim".
Droga asfaltowa nie wzbudza u Syna Młodszego euforii. Bardzo go męczy, spowalnia i nie ma siły na nic. Gdy tylko się kończy i ścieżka prowadzi po drewnianych schodach humor mu wraca.

ten nieszczęsny asfalt...



i zdecydowanie ciekawsza leśna ścieżka


Naparstnica purpurowa 
 

 Góry Izerskie to gry mokre. Wiele jest tu torfowisk i mokradeł. Tak, tak przeczytałam i niby przyjęłam do wiadomości ale przecież jest środek lata i to bardzo ciepłego lata. Oj jaka byłam naiwna. Idąc szlakiem przecinającym drogę asfaltową wpadamy wszyscy w mokradła i moczymy buty. Dobrze, że jest ciepło ale mimo wszystko wędrowanie w mokrych butach to żadna przyjemność. Chłopaki marudzą. My śmiejemy się z własnej głupoty ale nie poddajemy się i idziemy dalej.

mniej więcej w tych okolicach wpadamy w podmokłe torfowiska 
 

tak wygląda tego opłakany efekt :) 
 

Szlak przez znaczną część długości prowadzi droga dojazdową do schroniska. W końcu zbaczamy z drogi asfaltowej i idziemy już tylko bezpośrednią  leśną trasą.



borówki lub jagody - jak kto woli


 Błażej ma więcej animuszu i pędzi przed siebie, zostawiając nas w tyle. Po dłuższej chwili wreszcie się widzimy. Czekał na nas przy górnej stacji kolejki gondolowej. -"mamo wszyscy mnie pytali czy idę sam!!! a ja mówiłem, że rodzina została w tyle".



Teraz już prawie jesteśmy w domu- jeszcze tylko parę metrów i witamy schronisko.


Widok ze stacji górnej kolejki gondolowej

 Schronisko "Na Stogu Izerskim"
 

Tu kończymy nasz pierwszy dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz