Święto było w trolowni bo dzięki temu, że Syn miał występ i jednocześnie kot miał umówioną wizytę u "kotologa" miałam urlop i ogarniałam całą bandę.
Kot, w którego wcielił się Miłek okazał się rewelacyjny! Nie chwaląc się oczywiście :) Natomiast kot sierściuch zaliczył kastrację i biedny chodzi taki chwiejny, wpadający na ścianę i nie umiejący podskoczyć na parapet. Jakimś sposobem tylne łapki odmawiają mu posłuszeństwa. A tak na poważnie to bidulek taki, szkoda mi go ale jest to konieczność i mam nadzieję, że pozbędziemy się tego uporczywego zapaszku z domu.
Kot Miłosz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz