Góry kocham od dziecka. Tam jeździłam na wakacje do babci, w Beskid Wyspowy i Makowski. Myłam ziemniaki w rzece i pomagałam wiązać snopki. Tam smakowały borówki i pierogi z nimi. Później już jako zupełnie dorosła osoba dowiedziałam się, że wszędzie indziej nazywają się one jagodami. W liceum dzięki wycieczce szkolnej zobaczyłam Karkonosze. A jeszcze później z chłopakiem i z plecakiem poznawałam kolejne szlaki.
Gdy spotkałam mojego męża, nie było wyjścia, musiałam mu je pokazać. Z nim po raz pierwszy powędrowałam w Tatry. Mimo zakorzenionego w nim mieszczucha i zdecydowanie ulubionej biernej formy wypoczywania złapał bakcyla. Polubił. I gdy nieśmiało proponuje jakiś wyjazd w góry właściwie nie oponuje ;) a to już dużo.
Gdy pojawiły się dzieciaki nie było wyjścia. Zakładałam chustę i wędrowaliśmy po Bieszczadach, Beskidach i Górach Stołowych. W Tatrach byli już na własnych nóżkach.
Wiosną byliśmy w Górach Sowich i to tam w schronisku "Zygmuntówka" mąż kupił książkę GSS Waldemara Brygiera, gdyż jak sam stwierdził nic nie było ciekawego i i pani mu poleciła. Mapy kupujemy zawsze i zdarza się, nierzadko nawet, że dopiero w momencie gdy już opuszczamy dany region. Nie było to więc dla mnie nic dziwnego ale... ale gdy wzięłam do ręki tą książkę/ przewodnik otworzyły mi się oczy i chciałam zrealizować tylko jeden cel - przejść Główny Szlak Sudecki. Tym bardziej Sudecki, że przebiega niemal obok mojego rodzinnego domu, więc jak tu od niego nie zacząć :)
I ta myśl tak buzowała we mnie od wiosny,co chwilę powracała, że damy radę powoli, bez spinania się i pośpiechu, wspólnie razem z chłopakami.
Tak więc oficjalnie zaczęliśmy wędrówkę a za nami I etap :):):):)
Trolownia to mój dom. Razem na nami tworzą go dwa trole. I jak to trole. Są kosmate, niesforne, uparte a czasami taaakie słodkie. To chwile które chcę zatrzymać.
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
środa, 19 listopada 2014
Kotek!!!!
Kilka dni temu "Ojciec Dzieciom" przyszedł i zakomunikował, że Miłosz musi nauczyć się jakiegoś wiersza. Jakiego, nie ważne. Ma sobie jakiś wybrać i go w przedszkolu wyrecytować. Miłosz wiersz początkowo zbojkotował całkowicie. Po czasie, w trakcie przeglądania książki i odrzuceniu wszystkich ewentualności. Młodszy Syn wybrał "Kotka" Juliana Tuwima i właśnie dzisiaj go wyrecytował na IV -tym Konkursie Recytatorskim.
Święto było w trolowni bo dzięki temu, że Syn miał występ i jednocześnie kot miał umówioną wizytę u "kotologa" miałam urlop i ogarniałam całą bandę.
Kot Miłosz
Święto było w trolowni bo dzięki temu, że Syn miał występ i jednocześnie kot miał umówioną wizytę u "kotologa" miałam urlop i ogarniałam całą bandę.
Kot, w którego wcielił się Miłek okazał się rewelacyjny! Nie chwaląc się oczywiście :) Natomiast kot sierściuch zaliczył kastrację i biedny chodzi taki chwiejny, wpadający na ścianę i nie umiejący podskoczyć na parapet. Jakimś sposobem tylne łapki odmawiają mu posłuszeństwa. A tak na poważnie to bidulek taki, szkoda mi go ale jest to konieczność i mam nadzieję, że pozbędziemy się tego uporczywego zapaszku z domu.
Kot Miłosz
sobota, 20 września 2014
kryzys!!!
Wczoraj
mieliśmy kryzys. Odpracowywałam wyjścia prywatne w pracy i wróciłam do domu ok.
godziny 18. Wcześniej zadzwoniłam do synów, żeby im przypomnieć o kocie, o
naczyniach, o zadaniu. Dobrze, dobrze -usłyszałam od Starszego Syna. Młodszy nawet nie uraczył mnie rozmową. Polecenia miał mu przekazać tatuś. Wróciłam
uściskałam "perełki" I co? i nic. NIC. Nie zrobili, nic, Tatuś tłumaczył, że jak
zagonił Błażeja do lekcji, to ten zaczął się ślimaczyć już przy pierwszym
zadaniu, więc powiedział żeby nie robił, że zrobi jak poczuje, że już da rade
się skupić.
No ubaw po pachy. Młodszy w między czasie był w gościnie u Mateusza. Efekt był taki, że siedziałam ze
Starszym Synem do 21:30, w tym o 21:00
szukaliśmy po ciemku jarzębiny. Jednocześnie motywowałam Młodszego Syna do
posprzątania pokoju. Pomogło dopiero postawienie kosza na śmieci na
środku pokoju i oznajmienie że jak policzę do 5 i tych zabawek nie pozbiera to,
to co leży na podłodze, trafi właśnie to kosza. Ojciec dzieciom w tym czasie siedział „uciągnięty”
na kanapie przed telewizorem. Jego taktyka miała być taka, że dziecko lekcji nie
odrobi, dostanie pałę i wyciągnie z tego naukę. Co do sprzątania Młodszego
taktyki nie miał bo na niego żadne taktyki nie działają. Nie ma już siły. Ma ICH
dość. Natomiast ja zabrałam się o 22:00 za robienie sosu na jutrzejszy obiad.
Nie
wiem kto ma racje. Czy lepiej twardą ręką, szkołą życia dać im uczyć się
odpowiedzialności. Karać, karać, karać poprzez zakazy, nakazy czy pomagać
tłumacząc sobie w duchu, że przecież jeszcze są mali, , że jeszcze będzie
szkoła życia. Polegam na polu wychowawczym bo nie pomagają prośby, zachęty,
motywacje, tłumaczenia.Wszyscy chcielibyśmy mieć odprasowane dziateczki. Bezproblemowe, nie brudzące się przy posiłku z uśmiechem na buzi odrabiające
lekcje, uczestniczące z zaangażowaniem we wszystkich kulturalnych zajęciach. W
kościele, cichutko skupionych na modlitwie. Takich dzieci nie mam. I ciągle uczę
się tego, że to SĄ odrębne jednostki a nie moje, ulepione przeze mnie
plastusie. Jakie to trudne…
poniedziałek, 15 września 2014
Grzybobranie!!!
Jako, że w Trolowni ciężko usiedzieć na miejscu a przynajmniej połowa rodziny jest żądna przygód, wrześniowy niedzielny poranek musiał być zaliczony w lesie. Las jest magiczny o każdej porze. Teraz pachnie grzybami, wrzosami, igliwiem. Więcej spacerowaliśmy niż zbieraliśmy grzybów, ale też z pustymi rękami nie wróciliśmy. Zdążyliśmy nawet z Błażejem na mszę świętą dla dzieci. To była udana niedziela i nic to, że po godzinie słyszeliśmy-kiedy wrócimy do domu?
Naturalne wrzosowisko
grzyby???? Jedni idą na grzyby, drudzy na zamek a jeszcze inni drzewa podziwiają
piękne
i jadalne
niedziela, 7 września 2014
Koledzy
W piątek Starszy Syn zaprosił kolegów z klasy.
-mamo, może jutro do nas przyjść Radek i Patryk?
-mogą ale co na to ich rodzice? Jeśli ich nie puszczą a Ty będziesz czekał cały piątek...
- no nie wiem, poproszą ich.
Umówili się na szesnastą. Pierwszy przyszedł Radek z mamą. Po chwili dołączył drugi Ziom. Mamy przejęte tym, że dzieci się same umówiły. Darli się niemiłosiernie. Na szczęście było ciepło i szaleli na dworze. W którymś momencie, nakarmieni, napojeni zasiedli przed grami. Słyszę Patryka:
-ja Was jutro też zapraszam tylko nie wiem albo o 14-stej albo o 17-stej.- No Radek i Błażej przyjdziecie?
Na to odzywa się Młodszy Syn:
-Patlyk a ja tez mogę psyjść? Zaplasas mnie tez, Patryk?
-mamo, może jutro do nas przyjść Radek i Patryk?
-mogą ale co na to ich rodzice? Jeśli ich nie puszczą a Ty będziesz czekał cały piątek...
- no nie wiem, poproszą ich.
Umówili się na szesnastą. Pierwszy przyszedł Radek z mamą. Po chwili dołączył drugi Ziom. Mamy przejęte tym, że dzieci się same umówiły. Darli się niemiłosiernie. Na szczęście było ciepło i szaleli na dworze. W którymś momencie, nakarmieni, napojeni zasiedli przed grami. Słyszę Patryka:
-ja Was jutro też zapraszam tylko nie wiem albo o 14-stej albo o 17-stej.- No Radek i Błażej przyjdziecie?
Na to odzywa się Młodszy Syn:
-Patlyk a ja tez mogę psyjść? Zaplasas mnie tez, Patryk?
środa, 3 września 2014
Ostatni weekend lata
Szkoła, szkołą ale tuz przed rozpoczęciem roku szkolnego spędziliśmy fantastyczny weekend w Olsztynie k/Częstochowy. Mimo, że mieszkam, tu gdzie mieszkam już 10 lat nigdy tam nie byłam. Owszem przejeżdżałam ale być nie byłam. Czas spędzony z własnymi Trolami bezcenny i bardzo lubię zabierać Ich w różne fajne miejsca bo ja naprawdę wierzę, że najlepsze poznawanie świata lub w naszym przypadku Polski uczy.
Wracając do naszej wycieczki. Wyjechaliśmy wspólnie ze stowarzyszeniem rodzin abstynenckich "Nasza Szansa", do którego od 6 lat należy "trolowa" babcia. Wyjechaliśmy w piątek przed południem. Ulokowaliśmy się w wygodnym miejscu, tuż przy rynku Olsztyńskim. Pokój świeżutki, wszystko nowe, z łazienką. Łóżko piętrowe, co prawda nie nowość dla naszych synów ale już zamiana miejsc całkiem nowa. Miłosz zajął pięterko. Błażejowi pozostał parter. Przez całe trzy dni odbywały się w Olsztynie występy w związku z Ogólnopolskim Przeglądem Twórczości Abstynenckiej. Wieeeele się działo. W piątek poezja, w sobotę śpiewy, w niedzielę podsumowanie. Byli amatorzy i profesjonaliści. Jedni fałszowali, inni pięknie piewali. Wiele kolorowych postaci, nieskrepowanych, pozbytych kompleksów. Byli razem bo wiele ich łączą.Czuć było, że to jedna wielka rodzina. I ja tam byłam...i wiersz recytowałam;)
Od Olsztyna praktycznie zaczyna się Jura Krakowsko-Częstochowska. Wapienne wzgórza porośnięte bukami, ostańce, jaskinie.
Wracając do naszej wycieczki. Wyjechaliśmy wspólnie ze stowarzyszeniem rodzin abstynenckich "Nasza Szansa", do którego od 6 lat należy "trolowa" babcia. Wyjechaliśmy w piątek przed południem. Ulokowaliśmy się w wygodnym miejscu, tuż przy rynku Olsztyńskim. Pokój świeżutki, wszystko nowe, z łazienką. Łóżko piętrowe, co prawda nie nowość dla naszych synów ale już zamiana miejsc całkiem nowa. Miłosz zajął pięterko. Błażejowi pozostał parter. Przez całe trzy dni odbywały się w Olsztynie występy w związku z Ogólnopolskim Przeglądem Twórczości Abstynenckiej. Wieeeele się działo. W piątek poezja, w sobotę śpiewy, w niedzielę podsumowanie. Byli amatorzy i profesjonaliści. Jedni fałszowali, inni pięknie piewali. Wiele kolorowych postaci, nieskrepowanych, pozbytych kompleksów. Byli razem bo wiele ich łączą.Czuć było, że to jedna wielka rodzina. I ja tam byłam...i wiersz recytowałam;)
Od Olsztyna praktycznie zaczyna się Jura Krakowsko-Częstochowska. Wapienne wzgórza porośnięte bukami, ostańce, jaskinie.
Jeśli ruiny zamku, to musi być i osprzęt
Olsztyński rynek po rewitalizacji
I wreszcie zamek
I nawet jaskinia. Wdrapać się po tych wyślizganych wapieniach nie było łatwo
zachód słońca nad Olsztynem
Takie rzeźby, instalacje widać w mieście i okolicy
Dzień drugi -zwiedzanie okolicy i zdobycie dwóch jaskiń ;)
Tato, daleko jeszcze?
Jedna z jaskiń
Druga jaskinia
Niestety zdjęć z dnia trzeciego i drugiego wieczorem nie ma bo mama zapomniała ładowarki do baterii :(
Było bosko, pod każdym względem i mam nadzieję, że jeszcze ta wrócimy
wtorek, 2 września 2014
Nowy Rok Szkolny
Trole moje kochane poszły do placówek szkolno-przedszkolnych. Kolejny rok, kolejny wrzesień. Starsi, mam nadzieję że mądrzejsi :) Miłosz powędrował do swojego "starego" przedszkola. Starego i nowego jednocześnie bo odmalowali mu elewację w pięknie kolorowe paski i szaro-bury budynek, wybudowany za czasów przedszkola wujka Adriana zrobił się wreszcie przedszkolny. Przynajmniej z zewnątrz. Syn awansował do "Biedronek" i z parteru wspiął się do sali na pierwszym piętrze.
Błażej zaczął 2 klasę. Wieczorem przed rozpoczęciem roku szkolnego wyszeptał:
-mamo... a ja sobie poradzę w drugiej klasie? Nie potrafił zasnąć. Denerwował się.
Siedzi w ławce z "Piotrkiem w okularach bo tam było miejsce".
Na razie wszystkie zeszyty świeże, wygładzone a chłopcy pełni zapału.
dzisiaj oglądamy książkę i widzę ładnie wyciętego pieska przy zadaniu. Chwalę, ale fajnie Ci wyszedł ten piesek, -to Piotrek.- a czemu Piotrek wyklejał Twoje zadanie- pytam podejrzliwie. mama mu nie kupiła książek jeszcze bo nie wiedziała jakie. -Acha komentujemy wspólnie z Mariuszem- nie śmiejecie się? pyta Starszy - Nie, bo to nie jest śmieszne
-a dzieci się śmiały.
Błażej zaczął 2 klasę. Wieczorem przed rozpoczęciem roku szkolnego wyszeptał:
-mamo... a ja sobie poradzę w drugiej klasie? Nie potrafił zasnąć. Denerwował się.
Siedzi w ławce z "Piotrkiem w okularach bo tam było miejsce".
Na razie wszystkie zeszyty świeże, wygładzone a chłopcy pełni zapału.
dzisiaj oglądamy książkę i widzę ładnie wyciętego pieska przy zadaniu. Chwalę, ale fajnie Ci wyszedł ten piesek, -to Piotrek.- a czemu Piotrek wyklejał Twoje zadanie- pytam podejrzliwie. mama mu nie kupiła książek jeszcze bo nie wiedziała jakie. -Acha komentujemy wspólnie z Mariuszem- nie śmiejecie się? pyta Starszy - Nie, bo to nie jest śmieszne
-a dzieci się śmiały.
Subskrybuj:
Posty (Atom)